środa, 8 sierpnia 2012

Placement


Ok, tak jak obiecałam będzie notka o placemencie.

Jak już pisałam wcześniej, strasznie późno zgłosiłam się do tego programu i prawdę mówiąc bałam się, że w ogóle dostanę rodzinę. Przez pierwszy miesiąc dosłownie co godzinę sprawdzałam skrzynkę, ale cały czas żadnej wiadomości od biura, aż w końcu sobie z leksza odpuściłam… 
Koniec maja, było jakoś po południu, siedziałam w kawiarni z przyjaciółmi na starówce w Warszawie i wcinałam szarlotkę popijając gorącą czekoladą. . . nic niczego nie zapowiadało . . . gdy nagle telefon od mamy: dzwoniła pani z biura, dostałaś placement! Przez chwilę nie mogłam w to uwierzyć, po czym zaczęłam się cieszyć jak głupia, co Kacperek uwiecznił jakże pięknym zdjęciem ;| Dowiedziałam się tylko, że trafiłam do Waszyngtonu. Po chwilach radości przyszedł czas zastanowienia, a później lekkiego niepokoju. Po kilku dniach dostałam jeszcze informacje o 
 rodzinie, mieście, okolicy i nowej szkole (czyli przysłali mi nazwę szkoły i miasta, informacje, że najbliższe duże miasto jest oddalone o 200mil, brzydkie zdjęcia okolicy, imiona rodziców i w zainteresowaniach było napisane: walking. . .). Ehh muszę przyznać, że co raz bardziej zaczynało mi się to nie podobać, a do tego doszło jeszcze parę innych problemów. Myślałam nawet o zmianie rodziny lub przełożeniu wyjazdu na za rok. Jednak przetrwałam ten kryzys i chyba dobrze na tym wyszłam J Okazało się też, że wystąpił błąd w systemie (bo pełny placement dostałam dopiero kilka dni temu), ale na szczęście rodzinka już wcześniej napisała do mnie maila i bezpośrednio wysłali mi wszystkie informacje i zdjęcia.
To może po kolei:

MIASTO
Trafiłam do Richland w stanie Waszyngton. 


Na początku bałam się, że będzie tam zielono i mokro. . .nic z tych rzeczy! Richland leży tuż przy granicy z Oregonem i jest to półpustynny teren, wokół dużo skał, gór, stepy i praktycznie w ogóle tam nie pada (ewentualnie śnieg zimą), jest sucho, ciepło i słonecznie. 


Same miasto nie jest specjalnie duże (50 tys. mieszkańców), ale już samo Tri-cities wydaje się być spore. W jego skład wchodzą 3 sąsiednie miasta: Richland, Kennewick i Pasco, leżące nad 3 rzekami: Colubia, Snake i Yakima. Jest tam bardzo dużo atrakcji zaczynając od kin i muzeów, przez bardzo popularne tam pola golfowe i skateparki, na sportach wodnych kończąc (i z tego bardzo się cieszę bo znalazłam kilka niezłych spotów, także nie będzie to rok w plecy w kiteboardowej karierze :D achh jeszcze gdybym znalazła jakiś klub piłki ręcznej to byłoby chyba idealnie!).


RODZINKA
czyli Connie i Reed, niestety nie mają dzieci, za to są już trochę doświadczeni w przyjmowaniu wymieńców. Będę ich piątym exchange student, wcześniej były u nich dwie dziewczyny z Norwegii, chłopak ze Szwajcarii i ostatnio chłopak ze Słowacji. Hości są niedużo po czterdziestce, dla obojga jest to drugie małżeństwo i są teraz ze sobą bardzo szczęśliwi. Pracują razem jako inżynierowie, aaaale nie tacy zwykli ;) co prawda nie wiem dokładnie o co chodzi w ich pracy, ale (z tego co mi napisali i poszperałam w Internecie) pracują dla jakiegoś programu rządowego… i w sumie mogę się w to trochę zagłębić bo dużo osób mnie 
 wypytuje co i jak ;) Tak więc podczas II Wojny Światowej badano tu różne pierwiastki promieniotwórcze, konstruowano broń jądrową, itp. Teraz oczywiście nikt tam nie buduje bomby atomowej, tylko raczej zajmują się rozkładaniem tych odpadków radioaktywnych. Na razie wiem jeszcze tylko, że są tam laboratoria, reaktory i takie różne inne chemiczno-fizyczne rzeczy (mam nadzieję, że kiedyś mnie tam zabiorą i dowiem się szczegółów). Wracając do rodzinki, są bardzo aktywni: uprawiają kolarstwo górskie (podobno ekstremalnie), lubią sporty zimowe, backpackingują i często jeżdżą na campingi. Mają 2 psy i codziennie biegają/spacerują z nimi po okolicznych parkach. Jedzą też raczej zdrowo, z czego bardzo się cieszę! Modliłam się żeby nie trafić do takich fastfoodowych couch potatoes. . .Host tata jest zzz Californii!! Do tego gra na perkusji (muszę się nauczyć grać <3) i ma kolekcję starych klasycznych brytyjskich samochodów. Za to host mama jest zzz Nowego Yorku!! I interesuje się profesjonalnie fotografią. Ich rodziny dalej mieszkają w tych miejscach i będziemy ich odwiedzać. Oprócz tego rodzinka chce ze mną zwiedzić całe Zachodnie Wybrzeże <3.  Do tego zapowiada się, że święta spędzimy w Cali, gdzieś blisko LA! Taaak, hości dużo podróżują… po Stanach, ale też jeżdżą dalej (Włochy, Niemcy, Australia, a teraz właśnie są w Norwegii, później jadą do Szwajcarii - odwiedzają swoich byłych wymieńców :D). Są bardzo otwarci i raczej pozytywnie do wszystkiego nastawieni. Lubią poznawać nowe rzeczy, kultury. Często chodzą do muzeów, teatrów i kin. Na razie wszystko wygląda pięknie! Zobaczymy co się okaże na miejscu.
(zdjęć na razie nie dodaję bo jeszcze nie rozmawiałam o tym z rodzinką. Niby drobnostka, ale nie chcę później niepotrzebnych spięć. . .)

SZKOŁA
Będę chodzić do Hanford High School. Na razie nie wiem, kim będę (ale oczywiście chciałabym trafić do seniorów). Szkoła jest nowiutka, tzn. powstała w latach 70. chyba, ale 4 lata temu ją zburzono i wybudowano na nowo. To wszystko jest naprawdę ogromne! Wielki parking, szkoła składa się z kilku oddzielnych budynków, basen, korty tenisowe, boiska do softaballu, baseballu, footballu, soccera, bieżnie, itd. Itp… Chodzi tam ok .1500 uczniów, będą także inni wymieńcy, ale jeszcze ich nie znam.

GO FALCONS!!! :D

Hmm, co jeszcze u mnie. . . jakieś 2 tygodnie temu byłam w Warszawie na spotkaniu z biurem. W sumie mówili to co zawsze (nie można pić, palić, jeździć samochodami, bla bla) plus o tym, że trzeba być zawsze uprzejmym, miłym, uśmiechniętym, itd. Dzień później miałam umówioną rozmowę w ambasadzie i szczerze mówiąc trochę się tego obawiałam, ale jak się okazało nie było się czym martwić. Przemiły konsul po krótkiej rozmowie powiedział, że dostałam wizę (i było to jedyne zdanie, które powiedział po polsku i ach jak to cudownie brzmiało z amerykańskim akcentem:D). Kupiłam też bilety na 22. sierpnia – Warszawa -> Amsterdam -> Seattle -> Pasco, iii jak się okazało aż do Seattle leci ze mną Julka, tam już niestety się rozstaniemy. . . Jeju ale się cieszę, że nie będę sama na tych wielkich lotniskach i przez paręnaście godzin w samolocie!
Niedawno wróciłam z nad jeziora, a teraz właśnie siedzę sobie w hotelu w Warszawie z pięknym widokiem na Pałac Kultury i Złote Tarasy <3. Jutro wyjeżdżam do Lwowa żeby pożegnać się z tamtejszą częścią rodziny : (.

Zostało 14 dni. . . tyle planów, tyle do zrobienia, a tak mało czasu . . .

7 komentarzy:

  1. no to zapowiada sie swietnie:) szkoła wygląda super! a czemu chciałaś z początku zmienić rodzine, jeśli wolno spytać??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hmm trudno powiedzieć... w sumie złożyło się na to kilka rzeczy, przede wszystkim miałam mało informacji i nie były one zbytnio pozytywne, noo i też stan... Washington - zielono, zimno i mokro, a ja nie przepadam za deszczem i niską temperaturą i jak usłyszałam, że tam prawie codziennie leje i jest chłodno to się załamałam : (
      Na szczęście wszystko się wyjaśniło dostałam dokładne informacje i nie żałuję, że wtedy nie odrzuciłam placementu :D

      Usuń
  2. Szkoła wygląda ekstra, okolica równiez, ale najbardziej niesamowite jest to, że chcą z Tobą tak podróżować!! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. takie są plany, zobaczymy co z tego wyjdzie, ale jak na razie nie mogę się doczekać wyjazdu :D

      Usuń
  3. Ale fajnie! Super Host rodzinkę dostałaś. Co prawda nie jesteś w NY czy Californii, ale oni stamtąd są więc super :) Szkołę to Ty masz po prostu do pozazdroszczenia! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Super rodzinka! Miejsce i szkoła też zapowiada się super! Trzymam kciuki, żeby było tak do końca ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. kurczę Ola ! Z tym pakowaniem to mam dokładnie ten sam problem tyle że mama mi wyśle paczkę 10 kg :) ale też się nieźle napociłam (nadal pocę) z tym pakowaniem...

    OdpowiedzUsuń